Przyjemność z biegania

11 grudnia 2015      Kuba Świtalski

Jak to jest z tą przyjemnością podczas biegania? Tzw. euforię biegaczy długo uważano za legendę, nieudokumentowane pogłoski lubiane jednak przez media. Zanim zacząłem biegać, raczej nie wierzyłem w istnienie endorfin. A jednak, na własnej skórze przekonałem się o ich działaniu. Poczułem lekkość, radość, wolność. Naprawdę trudno słowami opisać ten stan. Teraz, gdy rano nie chce mi się wstać, to wspomnienie działania endorfin wystarcza za budzik.

bieg21

Współczesna nauka endorfiny traktuje całkiem poważnie. Niemieccy badacze wykazali, że bieganie faktycznie ma wpływ na obszary mózgu odpowiedzialne za odczuwanie przyjemności. Podczas wysiłku fizycznego wydzielają się tzw. hormony szczęścia – endorfiny. To grupa hormonów peptydowych, które wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie, tłumią odczuwanie drętwienia i bólu.

Bieganie okazuje się doskonałym lekiem antydepresyjnym. Dzięki stałemu dopływowi endorfin nastrój systematycznie się poprawia, nie tylko bezpośrednio po wysiłku, ale trwale w ciągu całego dnia. U siebie zauważyłem zdecydowanie większą tolerancję na stres. Do codziennych trudności podchodzę ze spokojem, co zauważa wielu moich kolegów w pracy. Bieganie jest wentylem bezpieczeństwa – zmienia perspektywę, zwiększa dystans, uspokaja.

Po tym hymnie pochwalnym na rzecz biegania muszę też uczciwie napisać o trudniejszym aspekcie tej sprawy. Żeby minimalna dawka endorfin przedostała się do krwiobiegu, trzeba wylać sporo potu. Pierwsze porcje hormonu pojawiają się nieśmiało około 30 minut po tym, jak rozpoczynasz bieg, a ostatnie zostają w tobie jeszcze pół godziny po treningu. To oczywiście sprawa indywidualna. Ja jestem dość odporny na euforię biegacza. Muszę przebiec ponad 15 kilometrów, aby odczuć jakiekolwiek działanie hormonów szczęścia. Męczę się, pocę, wszystko mi przeszkadza, uwiera, ale wiem, że warto. O tym jednak musisz przekonać się sam.

Rehabilitacja na
najwyższym poziomie